Narrow screen resolution Wide screen resolution Auto adjust screen size
You are here: ODA w Sercu arrow Czytelnia arrow O potrzebie rozłąki z ...
O potrzebie rozłąki z ... PDF Drukuj Email
Wpisał: ks. Zbyszek   
03.12.2007.
 

Opinie : 1009

Temat wydaje się znany i wielokrotnie opisany. Jako wykładowca, doradca małżeński i rodzinny, a także terapeuta, mogę powiedzieć, że jest ciągle aktualny; niestety dla wielu osób trudny i bolesny, gdy przychodzi czas i potrzeba emocjonalnego i fizycznego opuszczenia domu.

  Brak gotowości do rozłąki z rodzicami stanowi poważną przeszkodę w dojrzewaniu, tworzeniu nieraniących relacji i dobrym spotykaniu się z drugim człowiekiem.
 
By w wolności odejść z domu rodzinnego,
potrzebujemy przyjęcia, zaakceptowania i obdarowania miłością

 
Rozwój człowieka rozpoczyna się od fizycznej symbiozy z matką, kiedy wzrasta w jej łonie. Potem następują fizyczne narodziny (poród) i rozpoczyna się czas emocjonalnej symbiozy i zadzierzgnięcia więzi z matką, by możliwa była relacja i więź z innymi osobami w rodzinie i poza nią. Przez identyfikację, naśladownictwo, interioryzację, czyli uwewnętrznienie wpajanych nam norm i wartości, przygotowujemy się do rozstania z rodzicami i inicjowania nowych dojrzałych relacji przyjaźni oraz miłości.
 
Jeśli rozwój nie przebiegał prawidłowo, nie może nastąpić rozłąka, przecięcie "pępowiny" z rodzicami lub z jednym z nich. Wtedy mężczyźni i kobiety nie do końca wiedzą, kim są, mają niskie poczucie własnej wartości, starają się dobrze wypaść przed innymi, szukają akceptacji, raczej kreują siebie zamiast pokazywać swoją autentyczną twarz, której sami dobrze nie znają. Dzieje się tak wtedy, gdy rodzice oczekiwali, by to ich potrzeby były zaspokojone, a nie dziecka. W takim dziecku, a potem osobie dorosłej tworzy się fałszywe ja. Nie było warunków, by formowało się prawdziwe ja, stąd uznaje ono jedynie potrzeby i oczekiwania rodziców za swoje. Jego prawdziwe ja nie może się różnicować i rozwijać, gdyż nie ma możliwości zaistnieć.
 
Aby dobrze w wolności odejść od rodziców, trzeba być dobrze przyjętym i zaakceptowanym. Potrzebujemy doświadczyć obecności oraz miłości matki i ojca: czułych, kochających ramion matki, serdecznych, afirmujących i wymagających ramion ojca. Potrzebujemy dobrego dotyku: bycia trzymanym, przytulanym, ściskanym i pieszczonym przez mamę, tatę, innych bliskich. Potrzebujemy wspólnego z nimi przebywania, wspólnych zajęć: zabawy, wypraw, czytania, przygotowywania posiłków. Potrzebujemy opowiadać mamie i tacie, potrzebujemy być wysłuchanymi, pozwolić im na poznawanie siebie i odkrywanie, kim oni są, na zadawanie im pytań i uzyskiwanie na nie odpowiedzi. Jeśli było nam to dane w dzieciństwie, zyskaliśmy poczucie bezpieczeństwa, wartości, przynależności i pewności siebie – albo nosimy w sobie poczucie braku i zaniedbania. A zaniedbanie jest gorsze niż przemoc, bo zatrzymuje nas w rozwoju.
 
Nie możemy realizować projektu naszego prawdziwego powołania, ponieważ nasi rodzice czy opiekunowie nie dostarczyli, lub w niedostatecznej ilości dostarczyli, "materiałów" do realizacji tego projektu, tzn. osoby, którą mieliśmy się stać. Ta strata i zaniedbanie sprawiają, że nadmiernie przywiązujemy się do rodziców: oni są twórcami naszych nastrojów (najczęściej niestety żalu, gniewu, pretensji, niepewności i poczucia niskiej wartości), w naszym myśleniu dominuje świadomość, że ja nigdy nie będę mógł zadowolić swoich rodziców jako osoba dorosła. Pojawia się nienormalna, przesadna potrzeba aprobaty ze strony rodziców lub koncentracja na tym "co oni pomyślą". Nosimy w sobie wiele ambiwalentnych uczuć: żal i gniew mieszają się z nadzieją i oczekiwaniem, że jeśli się postaram, mama nareszcie mnie pokocha i okaże mi to swoim zadowoleniem, pochwałą i akceptacją mojej osoby.
 
Oto przykład: po skończonym wykładzie podchodzi do mnie studentka, mniej więcej 30-letnia, i pyta, czy uważam, że powinna się wyprowadzić od rodziców. Opowiada swoją historię. Mówię, że dobrze byłoby i pytam: a ma pani dokąd? "Tak, mam swoje mieszkanie, które jest wynajmowane". To nad czym się pani zastanawia? W odpowiedzi słyszę: "Tak, ale jak mój tato poradzi sobie z mamą?".
 
Mamy tu więc do czynienia nie tylko z silną więzią córki z tatą, ale też córka "wchodzi" w rolę, która nie należy do dziecka. Kim więc jest córka? Partnerką taty, opiekunką, strażniczką domowego spokoju? Nie może opuścić domu, nawiązać relacji z innym mężczyzną, ponieważ jest w silnej relacji emocjonalnej z ojcem. Matkę postrzega jako despotyczną, wiecznie krytykującą męża i córkę. Nie spodziewa się otrzymać od niej wsparcia, zrozumienia i serdecznych uczuć, bo matka, jak daleko sięga jej pamięć, nie okazywała ich.
 
Jeśli taka młoda kobieta zdecyduje się wyjść za mąż, bo już czas, bo wypada, to istnieje prawdopodobieństwo, że będzie oczekiwać od teściowej tego, czego nie otrzymała od mamy, a męża będzie nieustannie porównywać do swego ojca. Wiele pretensji i złości do matki i ojca, niewyrażonej i nienazwanej, skieruje na współmałżonka. Może też być tak, że pójdzie do zakonu, gdzie nieświadomie będzie oczekiwać od przełożonej, że będzie ona dobrą, rozumiejącą jej potrzeby mamusią, a każdą odmowę, każde "nie" będzie traktować jako odrzucenie. "Zupełnie jak w domu z moją mamą" – doda po zastanowieniu. Do taty dzwonić będzie codziennie i często spędzać z nim urlop.
 
Podobne drogi wyboru można by opisać, biorąc za przykład mężczyznę nadmiernie związanego ze swoją matką. Wtedy często nie mąż, ale syn jest partnerem mamy i mimo swojego wieku jest wiecznym "Łukaszkiem", "Piotrusiem", a z takim imieniem nie można dorosnąć. Dramat narasta, jeśli syn słyszy od matki złe słowa o ojcu i "prośbę": "Nie bądź taki jak on". Wtedy syn zostanie wiecznym kawalerem przy swojej mamusi lub ożeni się z kobietą, która zaproponuje mu małżeństwo, ale po krótkiej fascynacji seksem wróci do mamusi lub zacznie odmawiać współżycia seksualnego, bo nie będzie chciał mieć dzieci, będzie chciał być jedynym "syneczkiem" swojej żony. Zdarza się, że wybierze związki homoseksualne i w ten raniący i dramatyczny sposób będzie poszukiwać ojca.
 
Zdolność do rozłąki, wolność i brak lęku
Cechy dojrzałej miłości

 
"Jeśli będziesz tylko przedłużeniem swoich rodziców, nigdy naprawdę nie połączysz się z drugim człowiekiem" – pisze Jack Dominian. Rozłąka z rodzicami, wolność i brak lęku to jego zdaniem trzy cechy dojrzałej miłości. Dojrzałe relacje z innymi ludźmi, mężczyznami i kobietami, są możliwe wtedy, gdy człowiek jest w stanie bez lęku i poczucia winy odejść z domu rodzinnego, kiedy ma poczucie, że istnieje w wolności jako mężczyzna lub jako kobieta i nie jest jedynie "przedłużeniem" mamy lub taty. Jeśli jest w nim lęk, że sobie nie poradzi, że życie jest takie trudne, a on nie czuje się kompetentny, to albo zostanie przy rodzicach i nie zaryzykuje nowych relacji, albo spróbuje uciec: w małżeństwo (raczej ze starszym od siebie) lub do zakonu, do seminarium. Takie osoby po jakimś czasie stwierdzają: "przeszła mi miłość", "przeszło mi powołanie". Można przypuszczać, że nie było miłości i nie było powołania.
 
Osoby zaniedbane i doświadczone przemocą, w tym przemocą słowną, mają silną skłonność do nieświadomego wybierania osób podobnie zaniedbanych i doświadczonych. Chociaż na początku wydaje się, że ten drugi to idealny partner, partnerka do małżeństwa, wkrótce okazuje się, że wzajemnie skutecznie się ranią, ale nie potrafią okazywać sobie miłości, choć każde z nich jej pragnie. Nie wiedzą, jak okazuje się miłość, czułość, wsparcie, bo sami tego nie otrzymali. Dopiero gdy dostrzegą, w jaki sposób odtwarzają zachowania, konflikty z dzieciństwa, mają szansę zaprzestać i zmienić się, ucząc się w pocie czoła nowego scenariusza bycia kobietą, mężczyzną, żoną, mężem itd.
Dobrze jest poszukać odpowiedzi na pytania: czego oczekujesz od męża, żony, czego nie dali ci rodzice i co czujesz, kiedy tego nie otrzymujesz.
 
Mąż, żona może nam ofiarować miłość małżeńską, nie może jednak dać tego, czego nie dali rodzice. Chyba, że człowiek umie stanąć w prawdzie swojej przeszłości, uczciwie nazwać to, czego ze strony rodziców zabrakło, opłakać tę stratę, bo strat dzieciństwa już nikt nie wróci, i przebaczyć mamie i tacie. Następnie niech nauczy się mówienia wprost o swoich potrzebach i oczekiwaniach, rezygnując z postawy "domyśli się", bo się nie domyśli. Nieświadomie człowiek usiłuje też uzyskać coś w niebezpośredni sposób – zamiast prosić wprost, stosuje naciski, groźby, pochlebstwa; próbuje zrobić na innych wrażenie lub sprawić, by go pożałowali: "Wiem, że potrafisz...", "Jak ja sobie poradzę...", "Mam ochotę z tym skończyć, gdy ty...". Manipulujemy, bo to wszystko są manipulacje, które służą sprawowaniu władzy nad innymi.
 
Dobrze jest przypomnieć sobie, jak czuliśmy się jako dzieci, gdy nie mogliśmy dostać tego, czego potrzebowaliśmy. Co robiliśmy, by inni zaspokajali nasze potrzeby? Jeśli już widzisz, że ktoś tobą manipuluje, powiedz: "Nie próbuj mną manipulować. Powiedz mi wprost, czego chcesz, potrzebujesz, a ja powiem, czy mogę ci to dać". Proś wprost: "Potrzebuję tego i tego". Akceptuj odmowę. "Nie mogę dzisiaj. Zrobię to w innym terminie, w innej formie...". Dobrze jest negocjować i ustalić kompromis.
 
* * *
 
Rodzice nie otrzymują swoich dzieci dla siebie. Ich zadaniem jest dobrze poprowadzić "szkołę pilotażu", zapalając dla bezpieczeństwa światła na "lotnisku życia", by ich dorosłe dzieci zaczynając samodzielne życie, potrafiły "bezpiecznie lądować", dobrze spotykać się z ludźmi, by w wolności danej przez rodziców naturalnie odkrywały swoją wolność.
 
Jeśli nie było nam to dane przez rodziców, musimy sami podjąć decyzję i wybrać nauczyciela "pilotażu", świadomie popracować nad swoim systemem wartości, który posłuży nam za punkty orientacyjne. Odkrywać każdego dnia, kim jesteśmy, zdobywać zaufanie do siebie, czego widocznym efektem będzie coraz mniejsza skłonność do użalania się nad sobą. Poznanie, kim jesteśmy, to pierwszy krok do cnoty ufności. Potrzebujemy pewności siebie i zaufania do siebie, by pokochać.
 
Małżeństwo jest najintymniejszą z przyjaźni ludzkich. Wymaga ona dzielenia całego życia ze współmałżonkiem. Trzeba, by doszło do rozłąki z rodzicami, by można było w wolności i bez lęku ofiarować siebie drugiemu w miłości. Wtedy też możliwe jest ponowne dobre spotykanie się małżonków z rodzicami, z zachowaniem zdrowych granic i bez manipulacji.
 
Wiesława Stefan - wykładowca na PWT we Wrocławiu, dyrektor Specjalistycznej Poradni Rodzinnej we Wrocławiu,  terapeutka, emerytowany wykładowca Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego.

   

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocen użytkowników

 


Dodaj komentarz!
Imię i nazwisko
Email
 
Komentarz
 
Maks. ilość znaków: 600
   Powiadom mnie o następnych komentarzach
  Pytanie ochronne Mathguard:
QAI         UET      
N      Y      Q   E6Q
97R   K5T   YUD      
  R    B      U   YCU
3JB         D2T      
   
   

Nie komentowano



mXcomment 1.0.7 © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Advertisement