|
Są ludzie, którzy nie lubią Kościoła. Od czasu do czasu pojawia się duch Nerona, który krąży między słowami wielu zajadłych krytyków katolicyzmu, udowadniający całemu światu, że to chrześcijanie podpalili Rzym.
Zdumiewające są nieraz głosy atakujące Kościół, szczególnie kapłanów (przypominam dla mało zorientowanych, że księża stanowią zdumiewająco nikły procent ludzi tworzących Kościół). Czasami można mieć wrażenie, że wszyscy faceci w czerni (czyt. książa) to materialiści, pedofile i oszuści. Są momenty, że to boli, bo i mnie, w tych mocno emocjonalnych ogólnikach, wrzuca się do jednego worka.
Tak, można mówić wiele o rzeczach z którymi nie mamy nic wspólnego.
Przypomina mi się taka mała anegdotka (sam Bóg wie, czy prawdziwa) z życia "kościelnych elit". Oto podczas kolacji w papieskim apartamencie, kard. Dziwisz mocno zmartwiony, relacjonuje Janowi Pawłowi II treść jakiegoś artykułu (z włoskiej prasy), w którym autor próbuje przekonać opinię publiczną, że co drugi ksiądz - to pedofil. Jan Paweł II podnosi głowę z nad talerza i z typowym dla siebie spokojem zwraca się do kard. Dziwisza w słowach: No to mamy Stasiu problem... Ktoś tu jest pedofilem. Jedno tylko pytanie: ja, czy ty...
Ja tam kocham mój Kościół. Święty Kościół grzesznych ludzi.
Jestem zwolennikiem "zdrowej krytyki". Co rozumiem pod tym pojęciem? Krytyka po pierwsze ma do czegoś konkretnego prowadzić. Gdy widzę, że jest coś nie tak, staram się zrobić wszysto, co w mojej mocy, by było dobrze. U źródeł zdrowej krytyki leży dobra intencja. Nie chcę nikogo oczernić, upokorzyć, chcę jedynie dobra.I mam świadomość swoich słabości. Przydaje się tu też jakaś elementarna pokora, merytoryczność i spokojny dialog
Mama nigdy nie wyrzuciła mnie z domu za to, że jej pyskowałem. Była cierpliwa. Znała dobrze życie i patrząc się na swojego pyskatego synka dobrze wiedziała, że człowiek to istota złożona, kryjąca w sobie wiele sprzeczności. Nie odrzuciła mnie, bo mnie kochała.
I ja nie odrzucam Kościoła bo go kocham. A jak mi się coś nie podoba to cierpliwie próbuję myśleć: o co chodzi i co trzeba zrobić, by mogło być inaczej.Warto w takich momentach zacząć od siebie. Bo może we mnie coś nie gra.
Można zaciekle i prostacko oskarżać, krytykować, ubliżać i dobijać... Ja wybieram spokój. I próbuję na miarę moich możliwości robić to, co do mnie należy... Kocham Kościół taki jaki jest. Ten grzeszny i święty, ten ziemski i niebiański, ten upadający i powstający.
A duch Narona niech sobie krąży... Przecież dobrze wiem, że to nie chrześcijanie spalili Rzym.
Czy nam się to podoba czy nie: granice Kościoła przechodzą poprzez nasze serca...
Szczecin, 22 stycznia 2008, ks. Rafał J. Sorkowicz SChr |
|
|