Słuchając czytania z księgi proroku Ezechiela dostrzegamy potrzebę, choć może się ona wydawać z pozoru bezowocna, upominania. Jak to robić, żeby ktoś mnie nie wytknął palcem, że sam nie jestem w porządku a wtrącam się w czyjeś życie. Tak, Ezechiel mówi: "jesli nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie". Nie jest to popularne, a przy okazji dostanie mi się w wielu epitetach, że wsadzam nos w nie swoje sprawy.
Można uogólnić, że świat jest zły, młodzież jest zła, wszystko jest beee, więc nie ma co walczyć, bo skazany jestem na klęskę. Optyka zmieni się, gdy popatrzę na każdego z osobna, kogo kocham. Za Jezusem wszyscy nie poszli, za mną też nie pójdą. Ale czy nie pomogę temu, kto zaplątał się w grzech? Gdybym wiedział, że to leczenie zakończy się sukcesem, na pewno bym spróbował. Nie mogę czekać, kiedy znam najlepszego lekarza - Jezusa. Z nim da się to załatwić. Upominaj tak, jakbyś sam chciał być napominany. A jak dwóch nie da rady, Kościół nie da rady, to się przynajmniej za niego pomódl. On ma prawo do Twojej, do Waszej modlitwy. |
|
|
| Komentarze użytkowników |
|
Średnia ocen użytkowników
|
|
Dodaj komentarz!
|